Gdzie zjeść w Warszawie? 4 dni pełne smaków
Gdzie zjeść w Warszawie?
- Shoku.
- UMI Kuchnia Roślinna ul. Belwederska
- Moonsfera Restaurant
- Seulka Korean Tost
- Onigiri Bento
- BarryKent Kraftowe Hot Dogi
- Food Hall elektrownia Powiśle: Ramen Kikuya by UkiUki i Smashny Burgery
Spędziliśmy długi sierpniowy weekend w Warszawie. Zazwyczaj pojawiam się tu służbowo, a na takich wyjazdach brakuje czasu na leniwe zwiedzanie różnych zakątków i testowanie różnych miejsc. Tym razem czasu mieliśmy aż nadto, a do planów dnia podchodziliśmy bardzo elastycznie, dzięki czemu udało się zobaczyć i spróbować całkiem sporo.
Długi weekend w stolicy rozpoczęliśmy kolacją w Moonsfera Restaurant. Wybór miejsca był podyktowany odległością od wynajętego apartamentu. Po kilku godzinach jazdy chcieliśmy pójść gdzieś blisko.

Moonsfera Restaurant: 1. Chłodnik z ogórka | 2. Spaghetti aglio olia e peperoncino | 3. Stek z łososia na kremie z ziemniak | 4. Filecik z kurczaka
Na stole pojawiły się dwie wspaniałe zupy: letni krem z kurek z kwaśną śmietaną z czarnym czosnkiem i młodym szczypiorkiem oraz chłodnik z ogórka z wędzonym polskim jesiotrem Galmo, musem z ziemniaka, koprem i czarnuszką. Obie pozycje bardzo smaczne i wyraziste, chłodnik przyjemnie orzeźwiał, a krem okazał się idealnie gładki. Sposób podania dań też dodawał nieco magii – zupy nalewane były z małych dzbanuszków prosto na talerz przy stoliku.
Na drugie danie wzięliśmy spaghetti aglio olio e peperoncino, które w naszym odczuciu było zbyt pieprzne w smaku. Jego ostrość dominowała nad daniem, tłumiąc pozostałe smaki; oraz stek z łososia Mowi podany na kremie z ziemniaków ze smażonym pak choi, pikantną salsą z ananasa, odrobiną chili i kolendrą. To danie było przepyszne – ziemniaki bardzo gładkie, tony słodkie i ostre idealnie się równoważyły, a ryba była zrobiona w punkt. Restauracja posiada w menu również pozycje dla dzieci – Piotruś wybrał panierowany filecik z kurczaka z frytkami i mizerią.

Warszawa: 1. Pałac Kultury i Nauki | 2. Centrum Warszawy | 3. PGN Narodowy | 4. PGN Narodowy – trybuny piłkarskie
Zwiedzanie Warszawy rozpoczęliśmy od przejażdżki metrem, wysiadając pod Pałacem Kultury i Nauki. Choć sama trasa nie była długa, to jednak była to jakaś atrakcja dla naszego synka.
Spod Pałacu pojechaliśmy pod PGE Narodowy, który zwiedziliśmy, przechodząc trasą „Poczuj się jak VIP”. Zajrzeliśmy na trybuny, do sali konferencyjnej i szatni piłkarzy i przeszliśmy się czerwonym dywanem do loży VIP.

Warszawa: 1. PGN Narodowy – trybuny piłkarskie | 2. PGN Narodowy – widok na zadaszenie stadionu | 3. PGN Narodowy – widok na Warszawę | 4. ARKADA Centrum Handlowe
Po półtoragodzinnym zwiedzaniu nabraliśmy nieco apetytu. Mostem Poniatowskiego udaliśmy się do ARKADA Centrum Handlowe, gdzie ja zjadłam w Onigiri Bento – japońskie kanapki ryżowe. Tatar Salmon Premium nie wyróżniała się niczym szczególnym w smaku, była wręcz mdła. Natomiast Veggie tempura, po której obiecywałam sobie więcej, rozczarowała. Uwielbiam warzywa smażone w tempurze, a tu ciepły ryż otulał panierowane, bardzo zimne warzywa, które musiały zostać przygotowane wcześniej i czekać w lodówce na swoją kolej. Gdyby były podane ciepłe – kanapka zyskała by wiele.
Chłopaki trafili znacznie lepiej: Piotruś rozpływał się nad klasycznym kraftowym hot dogiem od BarryKent Kraftowe Hot Dogi, a Łukasz zjadł koreański tost w Seulka, gdzie ilość i chrupkość kurczaka zachwyciła.

ARKADA C.H.: 1. Kraftowy Hot Dog | 2. Japońska kanapka ryżowa | 3. Koreański tost | 4. Seulka z zewnątrz
Tak posileni udaliśmy się na kolejną porcję lodów. Samych lodziarni nie będę opisywać, wspomnę jedynie, że trafialiśmy na ciekawe smaki, m.in. sorbet limonkowo-arbuzowy, filipiński ziemniak czy szpinak z imbirem. Były również klasyki takie jak śmietanka, pistacja czy słony karmel.
Pozostałą część dnia spędziliśmy w Łazienkach Królewskich, spacerując alejami, leząc na trawie, wypatrując wiewiórek i podziwiając Pałac na Wyspie.

Warszawa: 1. W drodze do Łazienek Królewskich | 2. Łazienki Królewskie | 3. UMI – Kuchnia Roślinna przy ul. Belwederskiej | 4. Genialne cztery wontony i makaron
Kolację zjedliśmy w UMI – Kuchnia Roślinna Belwederska. To była prawdziwa azjatycka uczta w wydaniu wege. Na nasz stół trafiły przystawki: summer luv, czyli świeże rolsy z papieru ryżowego z kotletem sojowym, makaronem ryżowym, mango, ananasem, sezamem i ziołami wietnamskimi, oraz shrimp meets mango – chrupiące wegańskie krewetki z mąki konjac z sosem mango. Łukasza wprawdzie nie zachwycił kotlet sojowy, a mnie sama wegańska krewetka, to możemy uznać, że był to początek naprawdę obiecujący. Chrupiąca panierka i sos mango – wspaniałe.
To był piękny wstęp do dań głównych: genialna zupa kim chi z tofu – idealnie ostra i kwaśna zarazem – i jeszcze smaczniejsze cztery wontony i makaron – najlepsza azjatycka zupa, jaką jadłam. Absolutne mistrzostwo – delikatna, a jednak wyrazista, lekko słona, ale nie za bardzo i do tego obłędne pierożki wonton, które mogłyby się nie kończyć.

UMI – Kuchnia Roślinna przy ul. Belwederskiej: 1. Humpty dumplings | 2. Chrupiace wegańskie krewetki | 3. Summer luv | 4. Cztery wontony i makaron
Piotruś zamówił humpty dumplings, czyli pierożki z mąki ryżowej z warzywami, które okazały się lekko kwaśne i takie ostre, ale nie dość ostre. Muszę przyznać, że bardzo mu smakowały.
W trzeci dzień pobytu w Warszawie musieliśmy koniecznie zajść na chwilę na odbywającą się defiladę wojsk z okazji Święta Wojska Polskiego. Udało nam się zobaczyć jedynie pokazy lotnictwa, czekało na nas Centrum Nauki Kopernik – miejsce idealne dla dzieci, gdzie można bawić się i doświadczać do woli, próbując zrozumieć naukę. Przepadliśmy tam chyba na dobre 3 godziny, a i tak nie udało nam się obejść dokładnie całości.

Warszawa: 1. Widok na ludzi w Ogrodach zamkowych obserwujących defiladę | 2. Centrum Nauki Kopernik | 3. Food Hall Elektrownia Powiśle | 4. Ramen z pieczonym pomidorem i jajkiem
Na mały głód udaliśmy się do Food Hall Elektrownia Powiśle. Ja zjadłam spoko ramen w Ramen Kikuya by UkiUki z jajkiem i pieczonym pomidorem, a chłopaki burgery od Smashny Burgery.
Popołudniu spacerowaliśmy Bulwarami nad Wisłą, spojrzeliśmy na Warszawę z kładki pieszo-rowerowej na Pragę i podziwialiśmy Zamek Królewski.

Food Hall: 1. Ramen | 2. Burgery | 3. Widok na halę | 4. Warszawa
Ostatniego dnia udaliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego. Wytłumaczyliśmy Piotrusiowi, że to będzie troszkę inne muzeum niż te, które poznał do tej pory – tu nie dotykamy eksponatów, nie krzyczymy i nie biegamy. Opowiedzieliśmy mu o tym miejscu, a tak naprawdę tym wydarzeniu swoimi słowami, nie czytając mu dokładnie opisów, a wybierając część informacji i przekładając je z polskiego na dziecięcy. Były rzeczy, których nie chciał zobaczyć, i takie, które go bardzo zainteresowały, o które pytał i chciał wiedzieć więcej.
Ostatni obiad zjedliśmy w Shoku. Jest to miejsce, które dobrze znam z niejednego pobytu w stolicy i które koniecznie chciałam odwiedzić i tym razem – nigdy mnie nie rozczarowało. Nie ma tu stałej karty, więc nie zawsze traficie na te same dania – część oczywiście się powtarza, jednak ramenów jeszcze nie udało mi sie zjeść dwa razy takich samych.

Warszawa: 1. Zamek Królewski | 2. Muzeum Powstania Warszawskiego | 3. Shoku. | 4. Ramen Thai style karabishi
Ja zaczęłam od krewetek w panko z sosem sweet chilli, które wprawdzie znałam z ostatniej wizyty, jednak były nieco inaczej podane. Same krewetki mięsiste i soczyste, a panierka niezwykle chrupiąca.
Łukasz wziął japanzanelle, czyli sałatkę z pomidorków koktajlowych, soczystych brzoskwiń i edamame, z dodatkiem chrupek shokupan i miso chlebowym z Poznania. Nie dał mi spróbować – chyba mu smakowało.
Na ramen wybrałam Thai style karabishi, czyli roślinny bulion z tare spicy karabishi, pulpetami ryżowymi, nori i kiełkami. Muszę przyznać, że takiej wersji jeszcze nie jadłam – pulpety ryżowe były wspaniałe, chrupiące z zewnątrz i mięciutkie w środku, a całość była idealnie pikantna – czuć było ostrość, jednak nie dominowała ona nad całym daniem, a idealnie łączyła się ze wszystkimi dodatkami.

Shoku.: 1. Chrupiące krewetki panko | 2. Japanzalle i gyoza | 3. Ramen Tantamen | 4. Ramen Thai style karabishi
Łukasz wybrał tantanmen drobiowy z tare orzechowo-sezamowym, olejem rayu, szczypiorem, kiełkami, jajkiem, nori i boczkiem chashu, a Piotruś podjadał moje krewetki i zamówił gyoza z nadzieniem wieprzowym z curry. Tu niestety nie trafiło w jego gusta – były jak to określił zbyt kwaśne i miały za dużo szczypiorku, za to Łukasz dokończył i przyznał, że są dobre.

Shoku.: 1. Japanzalle | 2. Gyoza | 3. Ramen Thai style karabishi | 4. Ramen Tantamen
Jak oceniam ten weekend? Wspaniały! W moim odczuciu był tu czas na wszystko: leniwy spacer parkiem, chwilę zadumy w muzeum i wspaniałą zabawę w Centrum Nauki czy na PGE Narodowym. A wszystko to z dobrym jedzeniem w tle – do Shoku. i UMI – Kuchnia Roślinna zdecydowanie wrócę przy kolejnych pobytach w stolicy.
